Age of Sigmar: Stormcast Eternals – Liberators (EN🇬🇧/PL🇵🇱) Sobota, Czer 16 2018 

🇵🇱 Jakiś czas temu, po tym jak Games Workshop „zniszczyło” Stary Świat, stwierdziłem, że nie będę już kupował ich figurek -w końcu na rynku są też inni producenci. Przez kilka lat zaopatrywałem się u nich wyłącznie w farby i podkłady. Ostatecznie jednak, po wielu rozmowach z Marianem z Maniexite, postanowiłem dać im jeszcze jedną szansę i kupić armię Sigmara.

Przekonało mnie przede wszystkim to, że Stary Świat w istocie nadal żyje i ma się dobrze – funkcjonuje przecież w edycjach od I do VIII, a kolejna, czwarta edycja Warhammer Fantasy Roleplay również najpewniej osadzona będzie właśnie w tym uniwersum. I to nie wszystko – seria Warhammer: Total War 1 i 2 czy Warhammer: End Times dzieją się przecież gdzie? Właśnie w klasycznym Starym Świecie.

Tak więc, choć pozornie Games Workshop pogrzebało Stary Świat, w rzeczywistości ten świat nadal istnieje. Równocześnie firma stworzyła nowy system, znany jako Age of Sigmar. Nie wiem jeszcze, czy sama mechanika AoS przypadnie mi do gustu, ale znam ludzi, którzy być może zdołają mnie do niej przekonać. Pozostaje tylko pomalować jeszcze trochę modeli i umówić się na grę.

I tak – GW nadal robi bardzo ładne modele, choć nie jest to już dokładnie to samo, czym grało się dwadzieścia lat temu w V edycję WFB.

🇬🇧 Some time ago, after Games Workshop “destroyed” the Old World, I decided that I would no longer buy their miniatures – after all, there are other manufacturers on the market. For several years I bought from them only paints and primers. In the end, however, after many conversations with Marian from Maniexite, I decided to give them one more chance and buy a Sigmar army.

What convinced me most was the fact that the Old World is actually still alive and doing well – after all, it still exists in editions I through VIII, and the next, fourth edition of Warhammer Fantasy Roleplay will most likely also be set in that very universe. And that is not all – where do Warhammer: Total War 1 and 2, or Warhammer: End Times, take place? Exactly: in the classic Old World.

So although Games Workshop seemingly buried the Old World, in reality that world still exists. At the same time, the company created a new system known as Age of Sigmar. I still do not know whether the AoS mechanics will appeal to me, but I know people who may be able to convince me. All that remains is to paint a few more models and arrange a game.

And yes – GW still makes very nice miniatures, although it is no longer exactly the same as what we used to play twenty years ago in the 5th edition of WFB.

Bolt Action: Ursus wz. 29 (EN🇬🇧/PL🇵🇱) Sobota, Czer 16 2018 

🇵🇱 Pierwszy ukończony przeze mnie pojazd Wojska Polskiego z okresu międzywojennego. Choć był już konstrukcją przestarzałą, jak się okazało całkiem dobrze sprawdził się podczas wojny obronnej 1939 roku. Zbudowano go w niewielkiej serii liczącej około 10 egzemplarzy. Na stronie derela.pl znalazłem informację, że jeden lub dwa wozy wyposażono w megafon dla Policji. Pomalowałem model w kamuflażu obowiązującym do 1936 roku, choć dopiero w trakcie malowania zorientowałem się, że nie jest to schemat używany we wrześniu 1939 roku.

Model w skali 1:56 wyprodukowany przez Warlord Games.

🇬🇧 This is the first Polish Army vehicle from the interwar period that I have completed. Although already obsolete by then, it proved to be quite useful during the defence of Poland in 1939. It was produced in a small series of around 10 vehicles. On the website derela.pl, I found information that one or two of them were fitted with a megaphone for the Polish Police. I painted the model in the camouflage scheme used up to 1936, although only during the painting process did I realise that it was not the pattern used in September 1939.


A 1:56 scale model produced by Warlord Games.

WFB: Louen Leoncoeur (EN🇬🇧/PL🇵🇱) Niedziela, Czer 10 2018 

🇵🇱 Louen Leoncoeur uczyni Bretonnię znów wielką!

Po kilkunastu latach od zakupu w końcu udało mi się ożywić ten model. Moja Bretonnia nareszcie doczekała się swojego monarchy. Na razie co prawda bez flagi i z czarną kopią – zabrakło mi pomysłu na kolor drzewca, a sama flaga gdzieś zaginęła wśród wielu podobnych części – ale najważniejsze, że król w końcu stanął do boju.

🇬🇧 Louen Leoncoeur will make Bretonnia great again!

After more than a dozen years since buying it, I finally managed to bring this model to life. My Bretonnia has at last gained its monarch. For now, admittedly, he is still without his banner and armed with a black lance – I could not decide on a colour for the shaft, and the banner itself got lost somewhere among many other similar bits – but the most important thing is that the king has finally taken to the field.

Warhammer Quest – czyli powrót do klimatu WFRP I ed. i WFB V ed. (EN🇬🇧/PL🇵🇱) Niedziela, Lu 25 2018 

🇵🇱 W mroźną sobotę, 24.02.2018, przenieśliśmy się w Planszóweczce do czasów, gdy miłościwie panował nad nami Imperator Karl Franz, a Stary Świat wciąż trwał jeszcze w swojej klasycznej postaci. Niestety bogowie o nas zapomnieli — przede wszystkim Ranald nie obdarzył nas szczęściem, przez co niemal każdy z naszych bohaterów trafił ostatecznie do królestwa Morra.

Pomysł, by zagrać właśnie w Questa, wyszedł od Mańka z Maniezie, i szybko znalazła się grupa chętnych, by ruszyć do lochów po relikwie i złoto. Graliśmy w zmieniającym się składzie: Maniek, Cacymił, Łukasz, Paweł, Franek oraz ja.

Pierwsza gra – tak, rozegraliśmy ich trzy albo cztery; jedna z nich, zdaje się, nie doczekała się zdjęć, i to właśnie ta, z której wyszliśmy cało. To zdjęcie może wydawać się niewyraźne, ale najważniejszy element naszej rozgrywki, jeśli chodzi o fazę magii, znajduje się na pierwszym planie.

Następnym razem muszę poprawić się, jeśli chodzi o jakość zdjęć. Wyrzucenie jedynki – zwanej potocznie „pałą” – w fazie magii sprawia, że losuje się potwory. Tak więc nasza grupa już chwilę po wejściu do lochu została zaatakowana przez wynaturzone szczury, którym niestraszny byłby żaden kot.

Brudni, brzydcy i zieloni – pojedynczo nie są szczególnie groźni, ale w grupie potrafią być naprawdę niebezpieczni, co zresztą pokazała nasza ostatnia rozgrywka.

Skaveni za każdym rogiem – aż chciałoby się znaleźć jakieś Magię i Miecz In Memoriam poświęcone tym stworzeniom, które podobno czają się za każdą skałą i w każdym krzaku.

I to był koniec dla połowy drużyny – komnata się zawaliła, a każdy, kto nie dobiegł do wyjścia, ginął na miejscu. W ten sposób zginął pierwszy bohater, którym grałem – krasnolud Gimli – wraz z barbarzyńcą z dalekiej północy, którego imię było wyjątkowo trudne do wymówienia.

Druga gra, którą rozegraliśmy już w trzy osoby, odbyła się tym razem w składzie: elf, czarodziej i bretoński rycerz. Na naszą drogę wyskoczył minotaur Nurgla, potężnie zmutowany przez swojego mrocznego boga. Po zabiciu przeklętego stwora drużyna ruszyła dalej.


🇬🇧 On a freezing Saturday, 24.02.2018, we transported ourselves at Planszóweczka back to the days when Emperor Karl Franz still ruled over us graciously, and the Old World was still alive in its classic form. Sadly, the gods had forgotten us — above all, Ranald did not bless us with luck, and as a result nearly every one of our heroes ultimately ended up in the realm of Morr.

The idea to play Quest came from Maniek from Maniezie, and it did not take long for a group of willing adventurers to gather and head into the dungeons in search of relics and gold. We played in a changing line-up: Maniek, Cacymił, Łukasz, Paweł, Franek, and me.

The first game — yes, we played three or maybe even four of them; one of them, it seems, was never photographed, and that was the one we actually survived. This photo may seem a little blurry, but the most important element of our game, at least as far as the magic phase is concerned, is right there in the foreground.

Next time I really need to do better when it comes to photo quality. Rolling a one — commonly known as a fumble — in the magic phase means that monsters are drawn. So, only moments after entering the dungeon, our group was attacked by warped rats that no cat in the world would have scared off.

Dirty, ugly, and green — on their own they are not especially dangerous, but in a group they can be truly deadly, as our latest game clearly showed.

Skaven around every corner — it almost makes you wish there were some kind of Talisman In Memoriam dedicated to those creatures that supposedly lurk behind every rock and in every bush.

And that was the end for half of the party — the chamber collapsed, and anyone who failed to reach the exit died on the spot. That was how the first hero I played, the dwarf Gimli, met his end — together with a barbarian from the far north whose name was exceptionally difficult to pronounce.

The second game, which we played with just three people, featured a party made up of an elf, a wizard, and a Bretonnian knight. A Minotaur of Nurgle, heavily mutated by his dark god, leapt into our path. After killing the accursed beast, the party pressed on.

🇵🇱 Podsumowanie:
– Mam nadzieję, że jeszcze zagramy w tę grę, bo w odpowiednim gronie potrafi dać naprawdę sporo frajdy, mimo że nie należy do łatwych. Mogę wręcz powiedzieć, że pierwsza rozgrywka była jednocześnie ciężka i na tyle motywująca, by spróbować ponownie.
– Zbyt wiele pechowych rzutów w fazie magii – zwłaszcza regularnie wypadająca „pała” – mocno utrudnia dotarcie do końca. Jeśli taki rzut zdarzy się jeszcze w głównej komnacie, szanse na przejście wyraźnie maleją.
– Jeżeli w komnacie znajduje się sarkofag ustawiony do wnętrza, z którego wychodzi Wojownik Chaosu, a dookoła stoi kilkunastu strzelców orków i goblinów, to również znacząco zmniejsza to szanse na opuszczenie lochów żywym.
– Skoro I edycję WFRP reklamowano hasłem: „Wkrocz w rzeczywistość gry Warhammer Fantasy Roleplay – w ponury świat niebezpiecznych przygód”, to Warhammer Quest powinien mieć o jedno słowo więcej: „…w ponury świat bardzo niebezpiecznych przygód”.
– Oby Games Workshop kiedyś doczekało się reedycji tego cuda, bo z chęcią zaopatrzyłbym się we własny egzemplarz. Czasem marzenia się spełniają. Te stare figurki orków i snottlingów od razu przywołują wspomnienia z młodości.
– Podręczniki do gry, które miałem okazję wcześniej przeglądać, przypomniały mi czasy fascynacji I edycją WFRP oraz V edycją WFB. Sama gra nie jest szczególnie trudna pod względem zasad – prawdziwym wyzwaniem są przeciwności losu. Ale kiedyś na pewno odkryjemy, jak z nimi walczyć.

🇬🇧 Summary:
– I hope we will play this game again, because with the right group it can be a lot of fun, even though it is not an easy game. I can honestly say that the first playthrough was both tough and motivating enough to make me want to try again.
– Too many unlucky rolls in the magic phase – especially the dreaded fumble coming up again and again – make it much harder to reach the end.
– And if that happens in the main chamber, the chances of making it through drop significantly. If there is a sarcophagus facing inward in the chamber, with a Chaos Warrior coming out of it, while a dozen or so Orc and Goblin archers stand around it, that also greatly reduces the chances of getting out of the dungeon alive.
– If the 1st edition of WFRP was advertised with the slogan: “Step into the reality of Warhammer Fantasy Roleplay – a grim world of dangerous adventures,” then Warhammer Quest should have one more word added: “…a grim world of very dangerous adventures.”
– Hopefully Games Workshop will one day reissue this wonder, because I would gladly get my own copy. Sometimes dreams do come true. Those old Orc and Snotling miniatures immediately bring back memories of my youth. The game rulebooks I had a chance to look through earlier reminded me of the days when I was fascinated by the 1st edition of WFRP and the 5th edition of WFB. The game itself is not especially difficult in terms of rules – the real challenge lies in the twists of fate. But one day we will surely discover how to deal with them.




Powrót do Warhammer Fantasy Battle (EN🇬🇧/PL🇵🇱) Sobota, Lu 17 2018 

🇵🇱 W sobotę 17.02 zagraliśmy w Planszóweczce w ramach powrotu do korzeni, czyli w 6. edycję WFB – a właściwie trochę w 6., a trochę w 7., bo przez cały czas byłem przekonany, że mam podręcznik do 6. edycji, a ostatecznie okazało się, że to jednak 7. edycja. W bitwie na 1400 punktów wzięły udział trzy armie: wampiry Mańka z Maniexite oraz ich przeciwnicy – krasnoludy Rafała z BarakVar i moja Bretonnia, którą zdążył już nieco pokryć kurz.

Jako ta „dobra” strona trochę wymieszaliśmy siły. Lewe skrzydło osłaniali Rycerze Graala z paladynem na czele, natomiast drugie skrzydło zabezpieczali Rycerze Królestwa wraz z doborową kompanią łuczników z Beauville. Krasnoludzka elita – w postaci katapulty, znakomitych strzelców i długobrodych – stanowiła solidną podporę centrum.

Czary, jak zwykle, wylosowałem raczej marne — ze Szkoły Życia trafiły mi się 1 i 4, co przy hordach ożywieńców Mańka było co najwyżej średnim wyborem. Magią Bretonnii byli więc przede wszystkim Graale, a magią krasnoludów – tradycyjnie –strzelanie. Krasnoludzka katapulta trafiająca w każdej turze to naprawdę piękna sprawa.

Poniżej kilka zdjęć:

🇬🇧 On Saturday, 17 February, we played at Planszóweczka as part of a return to our roots – namely, 6th edition WFB. Or rather, a bit of 6th and a bit of 7th, because the whole time I was convinced I had the 6th edition rulebook, only to discover in the end that it was actually the 7th edition one. Three armies took part in the 1400-point battle: Maniek’s Vampires from Maniexite, facing off against Rafał’s Dwarfs from BarakVar and my Bretonnia, which had already gathered a bit of dust.

As the “good” side, we mixed our forces a little. The left flank was covered by the Grail Knights led by a paladin, while the other flank was secured by the Knights of the Realm together with a select company of archers from Beauville. The Dwarven elite – in the form of a catapult, excellent shooters, and Longbeards – formed a solid backbone for the centre.

As usual, the spells I rolled were rather poor – I got 1 and 4 from the Lore of Life, which against Maniek’s hordes of undead was only an average choice at best. So the real magic of Bretonnia came mainly from the Grails, while the Dwarfs’ magic was, traditionally, shooting. A Dwarven catapult hitting its target every turn is truly a beautiful thing.

A few photos below:

🇵🇱 Podsumowanie:
– Po pierwsze – uwielbiam grać z Mańkiem, a Rafała również zacząłem bardzo cenić za klimat rozgrywki. Był to nasz pierwszy wspólny mecz, choć umawialiśmy się na niego już od kilku miesięcy.
– Po drugie – liczę na jakiś przyszły sojusz baronii Beauville z twierdzą-portem Barak Varr.
– Po trzecie – mimo że WFB nie jest już wspierany, nadal pozostaje pięknym systemem, w który naprawdę warto grać. Zwłaszcza że wciąż są ludzie, którzy potrafią podejść do niego po prostu dla czystej zabawy. Ostatnio częściej miałem kontakt z 9th Age, ale to jednak nie to samo.
– Po czwarte – wiem, że popełniłem błędy, i jestem pewien, że w księdze uraz moi krasnoludzcy bracia już je odnotowali.

Rezultat:
Sprzymierzone siły bretońsko-krasnoludzkie odniosły zwycięstwo, ale gra była bardzo wyrównana i zdecydowanie nie było to całkowite zwycięstwo sił dobra. Wampir zdołał uciec i bez wątpienia będzie jeszcze ścigany przez rycerzy próby, których zamierzam posłać jego śladem.

Błędy:
– Jak na WFB, mieliśmy na stole trochę zbyt dużo terenów – bardziej pasujących do Warheima, Bolt Action czy Frostgrave’a. Przynajmniej moim zdaniem, choć z drugiej strony zawsze warto spróbować czegoś nowego.
– Moja kawaleria – na te 700 punktów powinna była stać razem w jednym miejscu. To oczywiście tylko moje zdanie, ale przez to Rycerze Graala zbyt długo wracali po udanej szarży.
– Łucznicy – powinni byli uciekać przed zombie. Przed zombie. I jeszcze raz przed zombie. Człowiek uczy się na błędach.

🇬🇧 Summary:
– First of all – I love playing with Maniek, and I have also really come to appreciate Rafał for the atmosphere he brings to the game. This was our first match together, although we had been trying to arrange it for several months.
– Secondly – I am hoping for some future alliance between the Barony of Beauville and the fortress-port of Barak Varr.
– Thirdly – even though WFB is no longer supported, it still remains a beautiful system that is truly worth playing. Especially since there are still people who can approach it simply for the pure fun of the game. Lately I have had more contact with 9th Age, but it is still not quite the same.
– Fourthly – I know I made mistakes, and I am certain that my Dwarven brothers have already recorded them in the Book of Grudges.

Result:
The allied Bretonnian-Dwarven forces claimed victory, but the game was very balanced and it was definitely not a complete triumph for the forces of good. The vampire managed to escape, and no doubt he will still be hunted down by the Questing Knights I intend to send after him.

Mistakes:
– The archers – they should have run away from the zombies. From the zombies. And from the zombies again. One learns through mistakes.
– For WFB, we had a bit too much terrain on the table – terrain that felt more suited to Mordheim, Bolt Action, or Frostgrave. At least in my opinion, although on the other hand it is always worth trying something new.
– My cavalry – for 700 points, it should have been deployed together in one place. That is just my opinion, of course, but because of that the Grail Knights took too long to return after a successful charge.

Bolt Action: Omaha 06.06.1944 (EN🇬🇧/PL🇵🇱) Sobota, Gru 9 2017 

🇵🇱 Dzisiaj w domu handlowym Astra, a konkretnie w Planszóweczce, rozegraliśmy desant w Normandii. Połączone siły anglo-amerykańskie, dowodzone przez Cacymiła, Pawła i mnie, starły się z Niemcami pod dowództwem Dominika, Huberta i Andrzeja.

Każdy z alianckich graczy miał do dyspozycji 800 punktów oraz barki desantowe. Po stronie niemieckiej na każdego gracza przypadało 600 punktów, a dodatkowo obrońcy dysponowali bunkrami i dwoma polami minowymi na głowę – choć połowę z nich zneutralizował ostrzał przygotowujący natarcie. Muszę przyznać, że zaskoczył mnie brak Churchilla AVRE u Cacymiła – ten pojazd idealnie pasowałby do takiej bitwy.

🇬🇧 Today, at the Astra shopping centre – more precisely at Planszóweczka – we played a Normandy landing scenario. The combined Anglo-American forces, commanded by Cacymił, Paweł, and myself, clashed with the Germans under the command of Dominik, Hubert, and Andrzej.

Each Allied player had 800 points at their disposal, along with landing craft. On the German side, each player had 600 points, and the defenders also had bunkers and two minefields each – although half of them were neutralised by the preparatory bombardment. I have to admit, I was surprised by the lack of a Churchill AVRE in Cacymił’s force – that vehicle would have been a perfect fit for such a battle.

Podsumowanie:
– Major Pawła poprowadził skutecznie natarcie w centrum – prawdziwy bohater z zwykłym Coltem 0.45. Sporo spustoszenia zrobił również samolot.
– I w końcu pancerzownica dopadła zapalniczkę Ronsona (mojego weterana – M4 Shermana). Była to 8 albo 9 tura – Alianci mimo olbrzymich strat wygrali. Gra była bardzo wyrównana i dzięki Hubertowi który losował kości dość dynamicznie szła do przodu.
– Oby więcej takich gier!

Summary:
– Paweł’s Major led the assault in the centre very effectively – a true hero armed with nothing more than a standard .45 Colt. The aircraft also caused a great deal of devastation.
– And in the end, the tank hunter got to Ronson’s lighter – my veteran M4 Sherman. It was the 8th or perhaps 9th turn, and despite suffering huge losses, the Allies won. The game was very evenly matched, and thanks to Hubert, who drew the dice at a good pace, it kept moving forward smoothly.
Hopefully, there will be more games like this!

WFRP: Powrót do klasyki (EN🇬🇧/PL🇵🇱) Piątek, Paźdź 20 2017 

🇵🇱 Kilku klasycznych bohaterów ze Starego Świata.

🇬🇧 A few classic heroes from the Old World.

Bolt Action: Talvisota (EN🇬🇧/PL🇵🇱) Środa, Wrz 27 2017 

🇵🇱 W minioną sobotę, 23.09.2017, miałem przyjemność zagrać z Hubertem w Bolt Action. Graliśmy na wczesnowojennych listach armii, odtwarzając radziecko-fińskie starcie z Wojny Zimowej 1939 roku.

Graliśmy po 1200 punktów na stronę. Hubert miał 16 kości rozkazu, a ja 13. Pomijając samą liczbę kości, jego armii było na stole zdecydowanie więcej, a stół był dość mały – tylko 48 × 48 cali. Cud, że w ogóle był – dzięki dla Rafała z Planszóweczki! Planszóweczka spodziewała się całej Drużyny Pierścienia, więc ten jeden stół i tak był sporym sukcesem.

Poniżej zaledwie kilka zdjęć – od ostatnich do pierwszych. Nie wiem, czemu tak się stało, bo wrzucałem je od pierwszego do ostatniego.

Rosjanie wdarli się do okopu, niestety Finowie oblali test morale i do walki wręcz ostatecznie nie doszło.


🇬🇧 Last Saturday, 23 September 2017, I had the pleasure of playing Bolt Action with Hubert. We used early-war army lists, recreating a Soviet-Finnish clash from the Winter War of 1939.

We played 1,200 points per side. Hubert had 16 order dice, while I had 13. Dice aside, he clearly had more troops on the table, and the table itself was rather small — only 48 × 48 inches. It was a miracle we had one at all — thanks to Rafał from Planszóweczka! They were expecting the whole Fellowship of the Ring, so having even that one table was quite an achievement.

Below are a few photos — from last to first. I have no idea why that happened, as I uploaded them from first to last.

The Russians stormed into the trench, but unfortunately the Finns failed their morale test, so the close combat never actually happened

🇵🇱 Podsumowanie:
– Fińska piechota, w tym Sisi, jest bardzo dobra, nawet bez broni maszynowej. Wszyscy piechurzy mieli zasadę Tough Fighter, dzięki czemu podczas obrony byli bardzo groźni w walce wręcz.
– Dobrze ustawiony Bofors po prawej stronie planszy celnym ogniem zniszczył T-28, co pozwoliło utrzymać dalszy opór.
– BA-10 płonęła, miała 7 pinów, ale mimo to przetrwała do końca gry i zniszczyła BA-10 Huberta – w tym przypadku trudno nazwać to inaczej niż czystym fartem.
– Po raz pierwszy, odkąd gram w Bolt Action, mój moździerz w ogóle trafił – jego ofiarą padł DSK z uszczuploną, bo już tylko trzyosobową załogą (czwartego członka wcześniej wyeliminowała rusznica przeciwpancerna).
– Fiński snajper działał dobrze, ale jego potencjał nie został w pełni wykorzystany.


🇬🇧 Summary:
–The Finnish infantry, including the Sisi troops, is very good, even without machine guns. All infantrymen had the Tough Fighter rule, which made them very dangerous in close combat while defending.
– A well-positioned Bofors on the right side of the table destroyed a T-28 with accurate fire, which made it possible to continue the defence.
– The BA-10 was on fire and had 7 pins, but despite that it survived until the end of the game and destroyed Hubert’s BA-10 – in this case, it is hard to call it anything other than pure luck.
– For the first time since I started playing Bolt Action, my mortar actually scored a hit – its victim was a DSK with its crew reduced to just three men, after the fourth had earlier been taken out by an anti-tank rifle.
– The Finnish sniper performed well, but his full potential was not used.

Kingdom of Equitaine – piesze rycerstwo Czwartek, Paźdź 6 2016 

W przeciągu ostatniego roku, po wielu latach przerwy udało mi się rozegrać pewną ilość gier z kumplem grającym krasnoludami – najważniejsze w tym, że moi Bretończycy przestali się kurzyć. Sęk w tym, że armię czasem trzeba rozwinąć o brakujące formacje, jedną z nich są piesi rycerze którzy pojawili się w końcu w 9th Age. Obecnie zastanawiam się nad poniższymi figurkami firmy „Norba Miniatures” – bardzo ładne modele i na pierwszy rzut oka są iście bretońscy.

foto-10-510x600

W planach rzeczy które kiedyś będę chciał kupić zostają rycerze próby oraz pielgrzymi wraz z relikwią, a póki co zostaje mi sporo figurek do pomalowania, które same się nie pomalują.

Wojenny Młot na LARPie w Rosji Poniedziałek, Paźdź 3 2016 

Ostatnio dzięki udostępnianiu przez znajomemu dane mi było zobaczyć zdjęcia z Wojennego Młotka w Rosji, coś pięknego: galeria zdjęć z Forest of Gloom.

Moi faworyci:

warhammer-fantasy-larp-game-russia-moscow-2016-02

Oficjalna strona wydarzenia jest w języku rosyjskim.

 

« Poprzednia strona — Następna strona »