🇵🇱 Dzisiaj w Planszóweczce rozegraliśmy z Marianem z Maniexite pierwszą grę kampanii Circle of Blood – Ciężka noc w Mercal. Oryginalnie pierwszy scenariusz kampanii przewiduje 1000 punktów dla Bretonnii i 1500 punktów dla Nieumarłych, ale ponieważ graliśmy na zasadach 7. edycji, uzgodniliśmy nieco inne wartości. Ostatecznie armia bretońska liczyła 800 punktów, a armia wampirów 1200 punktów.
🇬🇧 Today at Planszóweczka, Marian from Maniexite and I played the first scenario of the Circle of Blood campaign – A Hard Night in Mercal. Originally, the first game of the campaign is set at 1000 points for Bretonnians and 1500 points for the Undead, but since we were using the rules of 7th edition, we agreed on slightly different values. In the end, the Bretonnian force was worth 800 points, while the Vampire force had 1200 points.
🇵🇱 Podsumowanie: – Grałem w tę kampanię wiele lat temu, jeszcze na zasadach V edycji. – Bretońskie oddziały wywodzące się z plebsu były wtedy nieco lepsze, a łucznicy mieli formację klina, która dawała im sporo zalet. – Bretońska piechota jest całkiem przyzwoita, ale jej Walka Wręcz i Morale mogłyby być nieco wyższe. WW 3 byłoby świetne – wtedy trafialiby Renera na 5+. – Gra z Marianem była bardzo udana i zupełnie inna od większości partii, jakie zwykle rozgrywam Bretonnią. – Warto też zajrzeć do raportu Mariana. – Kolejna gra – „Obrona wieży” – najprawdopodobniej za około trzy tygodnie.
🇬🇧 Summary: – I played this campaign many years ago, back in 5th edition. – Bretonnian peasant units were slightly better back then, and the archers had the arrowhead formation, which came with several advantages. – Bretonnian infantry is actually quite decent, but its Weapon Skill and Leadership could be a little higher. WS 3 would be great – that way they would hit Rener on 5+. – The game with Marian was very enjoyable and quite different from most of the battles I usually play with Bretonnia. – It is also worth having a look at Marian’s battle report. – The next game – “Defense of the Tower” – will probably take place in about three weeks.
🇵🇱 Dzisiaj rozegraliśmy z Remo bitwę na 1600 punktów. Ja wystawiłem moją Bretonnię, a Remo swoje świetnie pomalowane krasnoludy. Pomysł na tę grę narodził się pod wpływem jednego posta o przecenionych matach – a że sam mam jedną z nich, to właśnie na niej rozegraliśmy nasze starcie.
To stworzenie akurat nie zostało przywołane przez bretońską czarodziejkę.
🇬🇧 Today, Remo and I played a 1600-point battle. I fielded my Bretonnians, while Remo brought his beautifully painted Dwarfs. The idea for this game came from a post about discounted gaming mats – and since I happen to own one of them, that was the mat we used for our battle.
That creature was not summoned by the Bretonnian sorceress.
🇵🇱 Podsumowanie: – Wynik punktowy to 1495 dla mnie do 742 dla Remo, ale gdyby rzuty Remo były trochę lepsze, jestem pewien, że różnica byłaby znacznie mniejsza. – Zawsze dobrze gra się przeciwko tak ładnie pomalowanej armii. – Mata od Tereny do Gier sprawdziła się bardzo dobrze, choć muszę jeszcze wyczyścić ją z sierści kota.
🇬🇧 Summary: – The final score was 1495 for me versus 742 for Remo, but if Remo’s dice rolls had been a bit better, I am sure the difference would have been much smaller. – It is always a pleasure to play against such a beautifully painted army. – The mat from Tereny do Gier / Terrain4Games worked very well, although I still need to clean the cat fur off it.
🇵🇱 W ostatnią niedzielę 2019 roku rozegraliśmy z Marianem niewielką bitwę na 1000 punktów na stronę pomiędzy moją Bretonnią a jego niedawno rozpoczętą armią Leśnych Elfów. Była to standardowa gra w scenariuszu bój spotkaniowy. Obie armie wystąpiły bez magicznych przedmiotów.
Moja Bretonnia składała się z: Rycerzy Królestwa, Rycerzy na Pegazach, Rycerzy Graala, konnych giermków, łuczników oraz bohaterów: paladyna, chorążego armijnego i czarodziejki magii życia.
🇬🇧 On the last Sunday of 2019, Marian and I played a small battle at 1000 points per side between my Bretonnians and his newly started Wood Elf army. It was a standard Meeting Engagement scenario. Both armies were fielded without any magic items.
My Bretonnian force included: Knights of the Realm, Pegasus Knights, Grail Knights, Mounted Yeomen, archers, and the following characters: a paladin, the Battle Standard Bearer, and a Damsel of the Lore of Life.
🇵🇱 Podsumowanie: – O pewnych zasadach specjalnych uświadomiliśmy sobie dopiero po zakończeniu bitwy. – Była to pierwsza gra Mariana Leśnymi Elfami. – Przez przypadek obie strony wystawiły armie całkowicie pozbawione magicznych przedmiotów. – To była prawdopodobnie ostatnia gra w tym roku.
🇬🇧 Summary: – We only realised some of the special rules after the battle had already ended. – It was Marian’s first game using Wood Elves. – By accident, both sides ended up fielding armies with no magic items at all. – It was probably the last game of the year.
🇵🇱 Dzisiaj w Planszóweczce rozegraliśmy z Mariem z Maniexite bitwę na 1500 punktów na stronę, korzystając z zasad VII edycji WFB. Była to moja pierwsza gra przeciwko czystej armii Zwierzoludzi Chaosu, mimo że gram w ten system – z przerwami – już od ponad 20 lat.
Bretonnia przed bitwą – pieszy paladyn tym razem nie wziął udziału w grze.
Today at Planszóweczka, Mario from Maniexite and I played a 1500-point-per-side battle using the rules of the good old 7th edition of WFB. It was my first game ever against a pure Beastmen army, even though I have been playing this system – with breaks – for more than 20 years.
🇬🇧 Bretonnia before the battle – this time, the foot paladin did not take part in the game.
🇵🇱 Podsumowanie: – Straciłem chorążego armijnego – który uciekł z pola bitwy – a także Rycerzy na Pegazach i łuczników. Po stronie Mariana na placu boju pozostały tylko minotaur i gorgona. – Była to moja pierwsza gra przeciwko Zwierzoludziom. – Wstępnie jesteśmy już umówieni na kolejną partię w najbliższym czasie.
🇬🇧 Summary: – I lost my Battle Standard Bearer – who fled the battlefield – as well as my Pegasus Knights and archers. On Mario’s side, only a minotaur and a ghorgon remained on the field. – It was my first game against Beastmen. – We have already tentatively agreed to play another game in the near future.
🇵🇱 U schyłku 2018 roku udało nam się zagrać w Warhammer Fantasy Battle na zasadach 7. edycji. Wystawiłem swoją bretońską armię z 6. edycji przeciwko wampirom Mańka z 7. edycji. Zagraliśmy na 1200 punktów na stronę.
W skład mojej armii wchodziły trzy oddziały rycerstwa: Błędni Rycerze, Rycerze Królestwa oraz Rycerze Graala. Całością dowodził paladyn Tancred de Beauville, wspierany przez magiczne moce Panny Graala Melisandy oraz chorążego armijnego Repanse de Beauville.
Siły nieumarłych składały się z dwóch oddziałów jazdy, oddziału upiorów, dużego oddziału szkieletów oraz zombie. Dowodził nimi bezimienny upiór, wspierany przez nekromantę.
🇬🇧 At the end of 2018, we managed to play a game of Warhammer Fantasy Battle using the rules of 7th edition. I fielded my 6th edition Bretonnian army against Maniek’s 7th edition Vampires. We played 1200 points per side.
My army consisted of three units of cavalry: Knights Errant, Knights of the Realm, and Grail Knights. The force was led by the paladin Tancred de Beauville, supported by the magical powers of the Grail Damsel Melisanda and the army standard bearer Repanse de Beauville.
The Undead force consisted of two cavalry units, a unit of wights, a large unit of skeletons, and zombies. They were led by an unnamed wight, supported by a necromancer.
🇵🇱 Podsumowanie: – Zabrakło piechoty, która mogłaby podtrzymać walkę i zapewnić szeregi. – Miałem za mało jednostek – zwykle wystawiałem także konnych giermków, pegazy i łuczników. – Muszę lepiej przemyśleć rozpiski na bitwy poniżej 2000 punktów i w końcu dokończyć rozpoczęte modele.
🇬🇧 Summary: – I lacked infantry that could have kept the fight going and provided ranks. – I had too few units — I would normally also field mounted yeomen, Pegasus Knights, and bowmen. – I need to rethink my army lists for battles below 2000 points and finally finish the models I have already started.
🇵🇱 Jakiś czas temu pisałem z Mariem z Maniexite o rozegraniu partii w klasycznego Warhammera Fantasy Battle, a dokładniej w V edycję – pierwszy system, w jaki grałem ponad 20 lat temu. Umówiliśmy się na bitwę na 1400 punktów: Bretonnia przeciwko klasycznym Nieumarłym z czasów sprzed podziału na Wampiry i Królów Grobowców.
🇬🇧 Some time ago, Mario from Maniexite and I were talking about playing a game of classic Warhammer Fantasy Battle, specifically 5th edition – the first system I played more than 20 years ago. We agreed on a 1400-point battle: Bretonnia versus the classic Undead from before they were split into Vampires and Tomb Kings.
🇵🇱 Podsumowanie: – mimo tylu lat jest to nadal fajna gra, chociaż szósta edycja była wg mnie fajniejsza. – mając tyle edycji pozostanę przy WFB do 8 edycji włącznie. – jest tyle modeli którymi nie grałem – Mario chce pierwszy raz zagrać Nagashem, ja myślę o Królu albo o Zielonym Rycerzu których nigdy nie użyłem. – mogę tylko podziękować Games Workshop, że dzięki niemu i WFB (Bretonnii) zacząłem w ogóle grać w gry bitewne. Wielkie dzięki dla ś.p. czasopisma Gambler i artykułu o grach GW – dzięki niemu dowiedziałem się, że są takie gry. By nie zapomnieć – dzięki sklepikowi szefowej na Igielnej we Wrocławiu, gdzie poznałem parę osób które znam do tej pory (Gargamel, Pawkens). – zasady muszę doczytać, bo po 16-17 latach nie wszystko się perfekcyjnie pamięta ;-). – młody chłopak (10 lat?) podszedł i zapytał, nie wiedziałem o co chodzi – a ten zapytał czy to WFB. – Planszóweczko – dzięki za świetne tereny do gier! – Dzięki Mario za świetną grę!
🇬🇧 Summary: – with so many years it was released it’s still good game, yet I prefer sixth edition. – when I have so many editions of WFB I will stay with them up to 8th. – there are so many models I never played – Mario wants to play his first game with old Nagash, I think about King or Green Knights which I never used. – I can say thank you to Games Workshop, thankfully for them and they WFB (Bretonnia) I started playing tabletop wargames at all. Many thanks to old monthly PC games magazine Gambler and article about hobby – without that I would never start playing. To not forget about shop on Igielna when I meet some people I still know (Gargamel, Pawkens). – I need to read all rules again, as after 16-17 years I don’t remember everything ;-). – young boy (10?) came and asked, I did not know about what he is asking and he asked if it’s WFB. – Planszóweczko – thanks for great terrains for our game! – Thank you Mario for great game!
Po kilkunastu latach od zakupu w końcu udało mi się ożywić ten model. Moja Bretonnia nareszcie doczekała się swojego monarchy. Na razie co prawda bez flagi i z czarną kopią – zabrakło mi pomysłu na kolor drzewca, a sama flaga gdzieś zaginęła wśród wielu podobnych części – ale najważniejsze, że król w końcu stanął do boju.
🇬🇧 Louen Leoncoeur will make Bretonnia great again!
After more than a dozen years since buying it, I finally managed to bring this model to life. My Bretonnia has at last gained its monarch. For now, admittedly, he is still without his banner and armed with a black lance – I could not decide on a colour for the shaft, and the banner itself got lost somewhere among many other similar bits – but the most important thing is that the king has finally taken to the field.
🇵🇱 W mroźną sobotę, 24.02.2018, przenieśliśmy się w Planszóweczce do czasów, gdy miłościwie panował nad nami Imperator Karl Franz, a Stary Świat wciąż trwał jeszcze w swojej klasycznej postaci. Niestety bogowie o nas zapomnieli — przede wszystkim Ranald nie obdarzył nas szczęściem, przez co niemal każdy z naszych bohaterów trafił ostatecznie do królestwa Morra.
Pomysł, by zagrać właśnie w Questa, wyszedł od Mańka z Maniezie, i szybko znalazła się grupa chętnych, by ruszyć do lochów po relikwie i złoto. Graliśmy w zmieniającym się składzie: Maniek, Cacymił, Łukasz, Paweł, Franek oraz ja.
Pierwsza gra – tak, rozegraliśmy ich trzy albo cztery; jedna z nich, zdaje się, nie doczekała się zdjęć, i to właśnie ta, z której wyszliśmy cało. To zdjęcie może wydawać się niewyraźne, ale najważniejszy element naszej rozgrywki, jeśli chodzi o fazę magii, znajduje się na pierwszym planie.
Następnym razem muszę poprawić się, jeśli chodzi o jakość zdjęć. Wyrzucenie jedynki – zwanej potocznie „pałą” – w fazie magii sprawia, że losuje się potwory. Tak więc nasza grupa już chwilę po wejściu do lochu została zaatakowana przez wynaturzone szczury, którym niestraszny byłby żaden kot.
Brudni, brzydcy i zieloni – pojedynczo nie są szczególnie groźni, ale w grupie potrafią być naprawdę niebezpieczni, co zresztą pokazała nasza ostatnia rozgrywka.
Skaveni za każdym rogiem – aż chciałoby się znaleźć jakieś Magię i Miecz In Memoriam poświęcone tym stworzeniom, które podobno czają się za każdą skałą i w każdym krzaku.
I to był koniec dla połowy drużyny – komnata się zawaliła, a każdy, kto nie dobiegł do wyjścia, ginął na miejscu. W ten sposób zginął pierwszy bohater, którym grałem – krasnolud Gimli – wraz z barbarzyńcą z dalekiej północy, którego imię było wyjątkowo trudne do wymówienia.
Druga gra, którą rozegraliśmy już w trzy osoby, odbyła się tym razem w składzie: elf, czarodziej i bretoński rycerz. Na naszą drogę wyskoczył minotaur Nurgla, potężnie zmutowany przez swojego mrocznego boga. Po zabiciu przeklętego stwora drużyna ruszyła dalej.
🇬🇧 On a freezing Saturday, 24.02.2018, we transported ourselves at Planszóweczka back to the days when Emperor Karl Franz still ruled over us graciously, and the Old World was still alive in its classic form. Sadly, the gods had forgotten us — above all, Ranald did not bless us with luck, and as a result nearly every one of our heroes ultimately ended up in the realm of Morr.
The idea to play Quest came from Maniek from Maniezie, and it did not take long for a group of willing adventurers to gather and head into the dungeons in search of relics and gold. We played in a changing line-up: Maniek, Cacymił, Łukasz, Paweł, Franek, and me.
The first game — yes, we played three or maybe even four of them; one of them, it seems, was never photographed, and that was the one we actually survived. This photo may seem a little blurry, but the most important element of our game, at least as far as the magic phase is concerned, is right there in the foreground.
Next time I really need to do better when it comes to photo quality. Rolling a one — commonly known as a fumble — in the magic phase means that monsters are drawn. So, only moments after entering the dungeon, our group was attacked by warped rats that no cat in the world would have scared off.
Dirty, ugly, and green — on their own they are not especially dangerous, but in a group they can be truly deadly, as our latest game clearly showed.
Skaven around every corner — it almost makes you wish there were some kind of Talisman In Memoriam dedicated to those creatures that supposedly lurk behind every rock and in every bush.
And that was the end for half of the party — the chamber collapsed, and anyone who failed to reach the exit died on the spot. That was how the first hero I played, the dwarf Gimli, met his end — together with a barbarian from the far north whose name was exceptionally difficult to pronounce.
The second game, which we played with just three people, featured a party made up of an elf, a wizard, and a Bretonnian knight. A Minotaur of Nurgle, heavily mutated by his dark god, leapt into our path. After killing the accursed beast, the party pressed on.
🇵🇱 Podsumowanie: – Mam nadzieję, że jeszcze zagramy w tę grę, bo w odpowiednim gronie potrafi dać naprawdę sporo frajdy, mimo że nie należy do łatwych. Mogę wręcz powiedzieć, że pierwsza rozgrywka była jednocześnie ciężka i na tyle motywująca, by spróbować ponownie. – Zbyt wiele pechowych rzutów w fazie magii – zwłaszcza regularnie wypadająca „pała” – mocno utrudnia dotarcie do końca. Jeśli taki rzut zdarzy się jeszcze w głównej komnacie, szanse na przejście wyraźnie maleją. – Jeżeli w komnacie znajduje się sarkofag ustawiony do wnętrza, z którego wychodzi Wojownik Chaosu, a dookoła stoi kilkunastu strzelców orków i goblinów, to również znacząco zmniejsza to szanse na opuszczenie lochów żywym. – Skoro I edycję WFRP reklamowano hasłem: „Wkrocz w rzeczywistość gry Warhammer Fantasy Roleplay – w ponury świat niebezpiecznych przygód”, to Warhammer Quest powinien mieć o jedno słowo więcej: „…w ponury świat bardzo niebezpiecznych przygód”. – Oby Games Workshop kiedyś doczekało się reedycji tego cuda, bo z chęcią zaopatrzyłbym się we własny egzemplarz. Czasem marzenia się spełniają. Te stare figurki orków i snottlingów od razu przywołują wspomnienia z młodości. – Podręczniki do gry, które miałem okazję wcześniej przeglądać, przypomniały mi czasy fascynacji I edycją WFRP oraz V edycją WFB. Sama gra nie jest szczególnie trudna pod względem zasad – prawdziwym wyzwaniem są przeciwności losu. Ale kiedyś na pewno odkryjemy, jak z nimi walczyć.
🇬🇧 Summary: – I hope we will play this game again, because with the right group it can be a lot of fun, even though it is not an easy game. I can honestly say that the first playthrough was both tough and motivating enough to make me want to try again. – Too many unlucky rolls in the magic phase – especially the dreaded fumble coming up again and again – make it much harder to reach the end. – And if that happens in the main chamber, the chances of making it through drop significantly. If there is a sarcophagus facing inward in the chamber, with a Chaos Warrior coming out of it, while a dozen or so Orc and Goblin archers stand around it, that also greatly reduces the chances of getting out of the dungeon alive. – If the 1st edition of WFRP was advertised with the slogan: “Step into the reality of Warhammer Fantasy Roleplay – a grim world of dangerous adventures,” then Warhammer Quest should have one more word added: “…a grim world of very dangerous adventures.” – Hopefully Games Workshop will one day reissue this wonder, because I would gladly get my own copy. Sometimes dreams do come true. Those old Orc and Snotling miniatures immediately bring back memories of my youth. The game rulebooks I had a chance to look through earlier reminded me of the days when I was fascinated by the 1st edition of WFRP and the 5th edition of WFB. The game itself is not especially difficult in terms of rules – the real challenge lies in the twists of fate. But one day we will surely discover how to deal with them.